Koszmar wystąpień publicznych...



Wystąpienia publiczne to nasza wielka, narodowa pięta achillesowa. Umiejętności - jednej z najważniejszej w dzisiejszych czasach - nie uczymy się na żadnym etapie edukacji. Efekt jest taki, że podczas branżowych prezentacji większość prelegentów czyta tekst ze slajdów i to nie zawsze wyraźnie. Rzadko kto wie, co na scenie zrobić z rękoma. Większość konferencji to jedno wielkie pasmo koszmarnej nudy – wystąpienia są za długie, nieinteresujące i przygotowane kompletnie bez polotu.


W Stanach umiejętność wystąpień przed publicznością to jedna z najważniejszych lekcji, jaką wynosi się ze szkoły. To norma, coś absolutnie oczywistego, a przygotowanie przedstawień teatralnych wystawianych co roku, to jedna z tradycji amerykańskich szkół. Umiejętności występowania przed klasą uczą się dzieciaki w Skandynawii, prezentując wyniki wspólnych projektów i eksperymentów.

W szkołach w Ugandzie to jeden z przedmiotów, taki jak matematyka czy biologia. A u nas? Zero. Ani jedna godzina na żadnym poziomie edukacji nie jest poświęcona nauce występowania przed ludźmi.


Zofia Kierner, która wyjechała z Polski mając 6 lat, szok związany z różnicami edukacyjnymi przeżyła dwa razy. Pierwszy raz, gdy przyjechała po roku pobytu w Finlandii do kraju i okazało się, że ona po angielsku mówi już świetnie, a jej rówieśnicy i rówieśnice w Polsce dukają; „My name is …”. Drugi – gdy przeprowadziła się do Stanów i zobaczyła, jak tam uczy się występowania przed publicznością.


- Polskich dzieci nikt tego nie uczy. Do tego tak naprawdę muszą to zrobić tylko raz, podczas matury, na samym końcu liceum. I nawet wtedy nikt wcześniej do tego nie przygotowuje! – mówi mi Zofia, której Fundacja „Girls Future Ready” stara się pomóc dziewczynom z Europy Środkowej i Wschodniej doskonalić kluczowe umiejętności potrzebne na międzynarodowym rynku: znajomość angielskiego i umiejętność wystąpień.


Podobne braki widzi dr Sabina Klimek, ekonomistka i dyplomatka, dziś konsulka w Stambule, w Turcji.

- Byłam kiedyś członkinią komisji rekrutacyjnej. Mieliśmy dwóch kandydatów: profesora z Polski, ze świetnym CV i jeszcze lepszym dorobkiem, oraz profesora z Ameryki, ze zdecydowanie gorszymi osiągnięciami. Ale ten „nasz” kompletnie nie umiał się sprzedać i zaprezentować. Natomiast Amerykanin zrobił świetne wrażenie.


Wszystkie badania pokazują, że kobiety mają z wystąpieniami jeszcze większy problem niż mężczyźni. Do zabierania głosu, przedstawiania swoich opinii, posiadania własnego zdania, nikt nas za bardzo nie zachęca.


- Wydaje mi się, że to jest nie tylko polski problem, iż kobiety, które funkcjonują w środowiskach biznesowych, dostrzegają trudność w przebiciu się ze swoim zdaniem. Wytrwałość, żeby coś przekazać innym, jest tym, nad czym trzeba pracować i co trzeba w sobie wzmacniać – mówi Magdalena Dziewguć, dyrektorka rozwoju biznesu cloudowego Google w Europie Środkowo Wschodniej, w świetnej książce „Siła kobiet w biznesie”.


Jednym z najważniejszych zadań, jakie stawiamy sobie w Fundacji im. Julii Woykowskiej, jest pokazanie dziewczynom i kobietom, że tego, jak dobrze występować, można się nauczyć. I co więcej – że każde wystąpienie czy prezentacja, mówienie ludziom o sobie, swoich sukcesach czy swoich projektach, może być nie tylko ciekawym wyzwaniem, ale też całkiem niezłą zabawą.



24 wyświetlenia0 komentarzy